RSS
 

Archiwum - Luty, 2011

25.02.2011

25 lut

Zwiedzanie Marrakeszu rozpoczynamy od wizyty na poczcie – znaczki z królem wysłane do Polski.

Kutubijja – meczet z minaretem-wzorcem (jego mniej lub bardziej udane imitacje można spotkać w całym Maroku).

Grobowce Sadytów – podziwiamy misternie ułożone kafelki, mijając hinduskich, niemieckich i azjatyckich turystów.

Pałac Al-Bahia – największy kompleks udostępniany turystom do zwiedzania, przypominający nieco Alhambrę (perła architektury marokańskiej, harmonijne przenikanie się bogato dekorowanych wnętrz i zielonych riadów).

Pałac Al-Badi – z wielkim basenem w środku i boćkami na murach; w tle ośnieżone szczyty gór Atlas.

Leniwy kuskus x 5 – w Al-Dżazirze symultaniczne transmisje z manifestacji w Ammanie, Kairze, Trypolisie oraz Bagdadzie.

Wyprawa na Dżama al-Fna: dziwni sprzedawcy (nie chcą się targować, widocznie popsuci przez zbyt rozrzutnych turystów); penetracja suków połączona z zakupami; opędzanie się od hennistek ze strzykawkami; delektowanie się zupą ze ślimaków w towarzystwie francuskich dżentelmenów; podsłuchanie wykładu o medycynie prorockiej połączonego z prezentacją książki o życiu płciowym człowieka (słuchaczami są sami mężczyźni).

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

24.02.2011

25 lut

Chicken bus w kolejnej odsłonie – tym razem nawałnica proszących o jałmużnę (wszyscy cytują Koran oraz sunnę). Wąska droga przecinająca największe góry Maroka.

Lądowanie w Marrakeszu. Obejrzenie dobrego tuzina paskudnych hotelików przed wyborem przyjemnego i niedrogiego Central Palace (w środku cudne patio z drzewkiem pomarańczowym i świergotem ptaków).

Wieczorny spacer po Dżama al-Fna: milutkie małpki; żywe i sztuczne węże oraz wybór najlepszych na świecie daktyli.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

23.02.2011

25 lut

Poczciwy taksówkarz z 28-letnim doświadczeniem obwozi nas po największych atrakcjach regionu: Studio Atlas, Aid Ben Haddou oraz Amridil.

Studio Atlas – niegdyś plan filmowy, obecnie muzeum scenografii takich produkcji, jak m.in. „Gladiator”, „Aleksander”, „Królestwo Niebieskie”, „Kundun” czy „Książę Persji”. Obok siebie wyrastają budowle udające architekturę egipską, rzymską, meksykańską, chińską i rosyjską.

Ait Ben Haddou – wioska-kazba (gliniane fortyfikacje, których początki sięgają XI w.); ona również grała w filmie – „Jezus z Nazaretu”.

Amridil – XVII-wieczna kazba w miejscowości Skura – oprowadza nas po niej czarujący potomek założycieli, który tłumaczy nam przeznaczenie wielu tajemniczych sprzętów w środku.

Pytając o panoramę okolicy przypadkiem trafiamy do hotelu Panorama – cudowne miejsce z niepowtarzalnym widokiem pośrodku doliny. Właściciel Aziz funduje nam miętową herbatę oraz tłumaczy berberski alfabet (czyta się go od lewej do prawej).

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

22.02.2011

24 lut

Poranna propozycja “swapu” – właściciel hotelu zachęca do wymiany naszych ubrań i telefonów na berberskie tradycyjne stroje (nie chcemy oddawać naszych europejskich spodenek!).

Jazda do Tinerhiru z szalonym kierowcą, przy dzwiękach dzikich berberskich okrzyków z kasety.

Półtorej godziny oczekiwania w słońcu na odpowiedni autobus – w międzyczasie kolejna propozycja “swapu” – tym razem bronimy się przed oddaniem szminki i szaliczka, które najwyraźniej przypadły do gustu miejscowej żebraczce.

Podjeżdża “chicken bus” i zostajemy poddane agresywnej indoktrynacji religijnej (nawracanie z taśmy w wykonaniu pseudo-szajchów).

Z obserwacji autobusowych: nikt nie ustepuje miejsca kobietom, chyba, że są z małymi dziećmi; najlepszy sposób na uspokojenie krzyczącego oseska to karmieniego piersią przez 4h bez przerwy; rzecz jasna jedzie tyle osób, ile się zmieści.

W Warzazacie fuksem trafiamy na pomocnego pana – Saida z hotelu La Gazelle. Negocjujemy wynajęcie samochodu na dzień następny, po czym udajemy się na kolację. Lokal oblega kocia wataha, natomiast kelner o urodzie amanta na rachunku zostawia podpis godny gwiazdora filmowego wraz z dedykacją.

Zachwyca nas główny plac Al-Muwahidin, gdzie tętni życie miasta: gromadzą się zakochane pary, rodziny z dziećmi, chłopcy grający w piłkę, młodzieńcy wydobywający rytmiczne dzwięki z afrykańskich bębenków.

Zakupujemy orientalne przyprawy, m.in. specjalność regionu szafran oraz ambrę.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

21.02.2011

24 lut

Wstajemy o wschodzie przy akompaniamencie lekko zwariowanego koguta (piał całą noc).

Modyfikujemy wcześniejsze plany pod wpływem Muhammada – niewielkiego, korpulentnego jegomościa w białym sweterku z niezamykająca się buzią.

Muhammad zabiera nas do wąwozu Todra. Po drodze pijemy herbatę w beduińskim namiocie, mijamy liczne kobiety zasłonietę czarnymi nikabami tak, że widać im tylko oczy oraz inne ubrane w dziwne białe koronkowe szale (przypominające polskie firanki). Dalej oglądamy stada dzikich wielbłądów i kóz, przemykamy po stromych serpentynach, spotykamy izraelską wycieczkę (jeden z panów jest potomkiem polskich Żydow spod Wilna i Łodzi).


Hotel Riad, do którego zostajemy dowiezione, znajduje się w samym środku wąwozu Todra – z jego tarasów rozpościerają się zapierające dech w piersiach widoki, w dole szumi potok, zaś urwiste skały wdzierają się graniami w niebo. To te ostatnie skusiły atrakcyjnością grupę polskich wspinaczy, którzy są tu już od tygodnia.


Po południu udajemy się w głąb wąwozu.

Na kolację tradycyjna „kalia” (mięsko z cebulą i pomidorem, upieczone w tadżinie) z pyszną świeżą sałatką. Pałaszujemy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

20.02.2011

24 lut


Po 8h docieramy do Rissani. Ismail materializuje się i wpycha nas do pick-upa (4×4) z zarośniętym i oturbanionym kierowcą, który uprzejmie wiezie nas pustynnymi szlakami na wschód słońca. Pokazuje nam również amonity uwięzione w skałach (pozostałości prehistoryczne, z których produkuje się większość tutejszych pamiątek).

W Auberge Hamada witają nas Tuaregowie – Mubarak oraz jego pomocnik Said. Nie jesteśmy tu pierwszymi Polakami – zewsząd słyszymy “dzika Afryka”, “spoko Maroko”, “dobre, dobre”. Po powtórnych negocjacjach kontraktu zostajemy na pustyni na noc.


Jazda na wielbłądach spełnia nasze oczekiwania. Z wysokich siodeł oglądamy ślady lokalnych istot żyjących (skarabeuszy, myszek, lisków itp.). Podziwiamy malownicze wydmy, a odważne zanużają bose stopy w saharyjskim piasku.

Po tradycyjnym obiedzie (tadżin) pierwsza okazja do suszenia mokrych ręczników i wyprania brudnych rzeczy.

Wieczorem upajanie się majestatycznym zachodem słońca i plastycznymi kolorami Ergu Chebbi.

Do snu kołysze nas rytm afrykańskich bębnów.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

19.02.2011

19 lut


Po wczesnym śniadaniu przejazd autobusem do starego miasta.

Zwiedzanie muzeum Dar Batha (kolekcja strojów i biżuterii). Ciekawy wykład miejscowego rzemieślnika nt. inkrustracji (na zdjęciu w prezentowanym albumie nasz interlokutor całuje w ręke ojca, na innym dziadek tegoż chlubi się wykonanymi przez siebie miniaturami w perskim stylu).

Madrasa Bu Inania – „must see” w Fezie – w związku z tym okrutnie oblegana przez turystów. Wykorzystujemy polską parę w celu wykonania grupowego zdjęcia. Zachwycają nas misterne rzeźbienia w cedrze i pokryte kufickim pismem kafelki.

Równie piękny meczet Al-Karawijjin (swego czasu drugi najważniejszy po kairskim Al-Azharze), niestety podziwiamy go tylko z progu.

Stary Fez wciąga nas w wir zakupów – z zapałem targujemy się o hamsy (breloki w kształcie dłoni) i berberską biżuterię.

Zgodnie z radą przewodnika gubimy się w labiryncie medyny, aż docieramy do osławionej garbiarni. Tajnymi przejściami dochodzimy na taras, z którego rozpościera się przygnębiający widok. Kolejny interesujący wykład – tym razem nt. życia i pracy garbiarzy – profesja przechodzi z ojca na syna. Ciekawostka – skóry przed zanurzeniem w kadziach z naturalnymi barwnikami moczą się w wapnie (by łatwiej absorbować barwnik).

Wracamy tą sama droga, zwinnie wymijając juczne osły i muły, śpiących lub modlących się żebraków, kury czekające na ubój, piramidy słodyczy w chmarach os oraz drewniane wózki ze zmutowanymi, gigantycznymi truskawami.

Prasówka przy lokalnym straganie utwierdza nas w przekonaniu, że rewolucja w Maroku w najbliższej przyszłości nam nie grozi, np. Telquel no. 461 z lutego br. otwiera artykul „La Revolution… Avec Lui…” (wymieniający wszystkie zasługi króla Muhammada VI).

Kawo-herbatę w popularnej kawiarni ubarwia nam pojawienie się indywiduum z kulistym akwarium – gość najwyraźniej próbuje nam sprzedać rybkę Nemo :P

Na dworcu spotkanie z wymuskanym Abduhem w wypastowanych trzewikach i z paskiem pseudo-Gucci – proponuje nam zorganizowaną wycieczkę do Merzougi (przejażdżka na wielbłądach po pustyni, hotel plus jadło wieczorne i poranne oraz transport). Życzy sobie połowy kasy z góry, co budzi naszą podejrzliwość. Staramy się zabezpieczyć na wszystkie możliwe sposoby: bierzemy fakturę (tj. wydartą z zeszytu kartkę), p. Doktor rozmawia po arabsku przez komórkę z Ismailem – pośrednikiem w Rissani (miasteczku docelowym), pieniądze dajemy kierowcy autobusu, który potwierdza tożsamość Abduha; zastanawiamy się nad spisaniem numerów rejestracyjnych autobusu, w odwodzie trzymamy polską Ambasadę w Rabacie oraz media w ojczyźnie.

Ciężka noc – mimo próśb o wyłączenie klimatyzacji marzniemy do szpiku kości; ignorujemy zaloty romantyka, puszczającego z komórki muzykę z „Titanica” oraz przeboje Britney.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

18.02.2011

19 lut


Przy śniadaniu oglądamy transmisję Al-Dżaziry na żywo z Placu Tahrir w Kairze – c.d. rewolucji.

Na dworcu autobusowym rozmowa z panem bileciarzem – kolejny lojalny rojalista, ufny w bezpieczną przyszłość Maroka.

Wskazujemy drogę lekko nieświeżemu, hippisowatemu Francuzowi, który następnie w autokarze oddaje się medytacji dźwiękowej.

Po drodze bukoliczne widoki, kojąca zieleń, liczne wodospady, przełęcze pełne pasących się owiec i kóz.

Po przyjeździe do Fezu szybka orientacja i wybór tańszego oraz schludniejszego hostelu (Maghreb).

Wieczorne zakupy, spacer po okolicy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

17.02.2011

19 lut


Lokalne śniadanie pozytywnie nas zaskakuje. Znajdujemy stację CTM (takich lepszych autobusów), kupujemy bilet na następny dzień do Fezu.

Zwiedzanie miasta – szaleństwo we wszystkich odcieniach błękitu. Ludność miejscowa przyjazna. Dzieciom wręczamy cukierki (tzw. bonbony).

Fotomania przerwana przez kondukt żałobny (trumna przybrana bogato haftowanym całunem, niesiona przez tłum mężczyzn w galabijach ze spiczastymi kapturami).

Trafiamy do muzeum – etnograficznego w medynie oraz Kazby (m.in. ciekawe lektyki dla panien mlodych).


Wprawki z targowania – pierwsze berberskie pamiątki zakupione.


Polecamy knajpę „Chez Aziz” (gdzie konsumujemy wypaśne kanapki za przyzwoitą cenę).

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

16.02.2011

19 lut


Łapiemy pociąg z Rabatu do Sale (wysokiej klasy infrastruktura kolejowa robi na nas wrażenie).

Ze stacji odbiera nas przemiła i energiczna p. Halima (zwana przez bliskich Halinką). Zostajemy zawiezione do pięknej marokańskiej willi – w progu wita nas serdecznie senior rodu, tata p. Halimy, który przez całą wizytę bawi nas interesujacą rozmową.

Podziwiamy kilkanaście stylowych salonów. Na stole pojawiają się: przecudne migdałowo-figowo-orzechowo-pistacjowe ciasteczka, sok z awokado oraz tradycyjna herbata z miętą.

Tuli się do nas najmłodsza córeczka – Hiba (wyraźnie przypadamy jej do gustu).

Dołącza do nas mąż p. Halimy, który jest dyrektorem jednego z najlepszych szpitali w Maroku.

Każda z nas zostaje obdarowana tradycyjnym, ceramicznym tadżinem.

Z żalem musimy się pożegnać, rezygnując ze wspólnego obiadu. Gnamy na dworzec Kamra. P. Halima żegna nas życząc powodzenia.

Nasz środek lokomocji przyjeżdża nie o tej godzinie, co trzeba, nie na ten peron, co trzeba, i nazywa się inaczej niż trzeba.

Rajd rozklekotanym autobusem – przez wybite okna zacina deszcz, za oknem powódź, na ulicach rzeki, a wielodzietne, berberskie rodziny z całym inwentarzem tłoczą się w środku razem z nami oraz natarczywymi młodzieńcami z gór Rif, których w końcu wyrzuca kierowca.

W Szefszawanie lądujemy ciemną nocą, wspinamy się po stromym zboczu, w strugach deszczu. W tle mecz Barca-Arsenal. Znajdujemy przytulny wszak zimny hostel (Al-Khattabi); woda jest w nim wprost lodowata.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

15.02.2011

18 lut


Dziarsko ruszamy do Szelli (malownicze ruiny zameczku, pełne kotków i bocianów), wyprzedzając niemieckich turystów.

Ambasador, Pan Witold Spirydowicz, wysyła po nas samochód na żółtych tablicach rejestracyjnych. W rezydencji wita nas Konsul (żona Pana Ambasadora) Pani Marta Sęk-Spirydowicz. Rozmowa oscyluje wokół sytuacji w regionie, historii stosunków polsko-marokańskich oraz prób pogłębienia współpracy między Polską a Marokiem w przyszłości.

Wręczamy gadżety promujące UŁ oraz Urząd Miasta Łodzi – bardzo podobają się one Ich Ekscelencjom. Z kolei Pan Ambasador przekazuje nam dar w postaci książek naukowych po francusku (z pewnością bardzo przydadzą się one na UŁ).

Spotkanie z Panią Dyrektor Szkoły Polskiej w Rabacie – dowiadujemy się wielu ciekawych rzeczy nt. edukacji dzieci polsko-marokańskich.

Dzięki uprzejmości Ich Ekscelencji p. Doktor bierze udział w roboczym spotkaniu w hotelu Sofitel z Panem Konsulem Saadem Sefrioui – prezentuje ofertę UŁ. Ze strony marokańskiej pada propozycja nawiązania współpracy miedzy UŁ a Uniwersytetem w Meknes.

Wieczorem kawa ze spotkanym dnia poprzedniego reżyserem Hasanem Kherem, francuskim operatorem Aurelienem Dubois (twórcą m.in. „Sometimes in April” i „A Prophet”) oraz berberskim aktorem, który studiował w Paryżu – Hichamem Ouaraqa.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

14.02.2011

18 lut

Wizyta w muzeum żydowskim -  wstrząsająca relacja profesora lingwistyki o tragicznym losie marokańskich Żydow.

Rajd z gapowatym lecz uczciwym taksówkarzem Mustafą – udowodnienie, ze 6 Polek i 5 wypchanych plecaków z łatwością mieści się do mercedesa.

Marokańskie koleje robią na nas bardzo dobre wrażenie – czysto, punktualnie, niedrogo – kontroler nawet proponuje kawę (sic!).
Stolica kraju Rabat – na pierwszy rzut oka przeciwieństwo Casablanki – schludnie, bezpiecznie.

Hostel – wybieramy wersje a la Biskupin (2 łoża małżeńskie i dostawka na pozostalym pół metrze kw2).

Ruiny meczetu Hasana II oraz mauzoleum Muhammada V uchwycone w popołudniowej złotej godzinie.


Próby odnalezienia polskiej ambasady – Google Maps się myli.

W obliczu zarekwirowania aparatu fotograficznego przez nadgorliwego strażnika królewskiego zgodnie zapominamy wszystkich języków europejskich oraz semickich, a p. Milena fachowym tłumaczeniem sposobu wykonywania zdjęcia (une voiture szu szu) ucina dyskusję.

Bonus walentynkowy – wypasiona kolacja z tadżinem w roli głównej.

Upiorna walka z arabską klawiaturą w internet café (1:0 dla klawiatury). Przy okazji zapoznajemy marokańskiego reżysera, który studiował na łódzkiej filmówce.

Pomyślną mumifikację w śpiworach przerywa wybuch straszliwego odoru (bodajże siarkowodoru); zawołany do pomocy pan zalewa toaletę czymś w rodzaju Kreta i poleca otworzyć okno.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

13.02.2011

18 lut


Dramatyczne lądowanie w Casablance – gęsta mgła nad pasem startowym uniemożliwia lądowanie, w ostatniej chwili wzbijamy się w powietrze – na szczęście druga próba się powiodła.

Wszystkie wytypowane hostele zajęte – pomocny pan o trzeciej nad ranem prowadzi nas slumsowatymi zaułkami do bezpieczniej oazy – hostelu Majestic. Przeszywający chłód i upiorny hałas w nocy.

Spotkanie z p. Natalią (czlonkinią koła Al-Maszrik) miłym zbiegiem okoliczności przebywającej również w Casablance.

Wspólne (z p. Natalią i jej marokańskimi kolegami) zwiedzanie Hubusu (starego miasta) i rytualne targowanie się na suku oraz przejście tłumnymi ulicami – podziwianie lokalnych cudow (spreparowany łeb wielbłąda i zupa ze ślimakow robią na nas największe wrażenie).

Kolacja w marokańskim domu – poznawanie tajników tradycyjnej kuchni – mega kuskus.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wyruszamy

12 lut

Plecaki spakowane i buty na nogach, a więc nadszedł dzień wylotu… „Akademia Piasku” oficjalnie zostaje rozpoczęta! WYRUSZAMY!!!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Historia Polonii w Maroku

10 lut

Przygotowując się do wyjazdu oraz spotkań z Polonią w Rabacie znaleźliśmy obszerny i ciekawy artykuł poświęcony Polakom w Maroku. Został co prawda napisany kilka lat temu, ale i tak warto się z nim zapoznać.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Marokańskie kontakty

08 lut

Otrzymaliśmy błyskawiczną odpowiedź z Ambasady RP w Rabacie – Pan Ambasador Witold Spirydowicz zaprasza nas do swojej rezydencji! Chęć ugoszczenia nas wyraziła też polsko-marokańska rodzina. Bardzo się cieszymy :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ante et post Diem Irae

07 lut

Trwają intensywne przygotowania do naszego wyjazdu do Maroka (m.in. nawiązaliśmy już kontakt z Polonią w Rabacie), tymczasem w Egipcie sytuacja nadal jest napięta. Tych, którzy ciekawi są genezy obecnych wydarzeń, zapraszamy na stronę Histmaga.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szkic harmonogramu

05 lut

W zakładce Harmonogram udostępniliśmy nowy plan wyprawy przekształcony na grunt marokański.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Marokańska alternatywa

01 lut

„Chamsin” zmienił się w potężną burzę i pochłania kolejne ofiary. W Kairze, do którego mieliśmy lecieć już za półtora tygodnia, panuje totalny chaos. Nie wiadomo, kiedy sytuacja się unormuje. W związku z powyższym podjęliśmy trudną, lecz jedyną możliwą w tych okolicznościach decyzję o odwołaniu planowanej i organizowanej od wielu miesięcy wyprawy do Egiptu. Jednocześnie postanowiłyśmy – w uszczuplonym gronie – wyruszyć do Maroka. LOT obiecał zwrócić za parę tygodni całkowity koszt biletów, już kupiliśmy w Lufthansie nowe. 12 lutego z Warszawy polecimy do Frankfurtu, a stamtąd do Casablanki. Planowany powrót – 28 lutego. Rozpoczyna się wielka improwizacja!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS