RSS
 

14.02.2011

18 lut

Wizyta w muzeum żydowskim -  wstrząsająca relacja profesora lingwistyki o tragicznym losie marokańskich Żydow.

Rajd z gapowatym lecz uczciwym taksówkarzem Mustafą – udowodnienie, ze 6 Polek i 5 wypchanych plecaków z łatwością mieści się do mercedesa.

Marokańskie koleje robią na nas bardzo dobre wrażenie – czysto, punktualnie, niedrogo – kontroler nawet proponuje kawę (sic!).
Stolica kraju Rabat – na pierwszy rzut oka przeciwieństwo Casablanki – schludnie, bezpiecznie.

Hostel – wybieramy wersje a la Biskupin (2 łoża małżeńskie i dostawka na pozostalym pół metrze kw2).

Ruiny meczetu Hasana II oraz mauzoleum Muhammada V uchwycone w popołudniowej złotej godzinie.


Próby odnalezienia polskiej ambasady – Google Maps się myli.

W obliczu zarekwirowania aparatu fotograficznego przez nadgorliwego strażnika królewskiego zgodnie zapominamy wszystkich języków europejskich oraz semickich, a p. Milena fachowym tłumaczeniem sposobu wykonywania zdjęcia (une voiture szu szu) ucina dyskusję.

Bonus walentynkowy – wypasiona kolacja z tadżinem w roli głównej.

Upiorna walka z arabską klawiaturą w internet café (1:0 dla klawiatury). Przy okazji zapoznajemy marokańskiego reżysera, który studiował na łódzkiej filmówce.

Pomyślną mumifikację w śpiworach przerywa wybuch straszliwego odoru (bodajże siarkowodoru); zawołany do pomocy pan zalewa toaletę czymś w rodzaju Kreta i poleca otworzyć okno.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS