RSS
 

20.02.2011

24 lut


Po 8h docieramy do Rissani. Ismail materializuje się i wpycha nas do pick-upa (4×4) z zarośniętym i oturbanionym kierowcą, który uprzejmie wiezie nas pustynnymi szlakami na wschód słońca. Pokazuje nam również amonity uwięzione w skałach (pozostałości prehistoryczne, z których produkuje się większość tutejszych pamiątek).

W Auberge Hamada witają nas Tuaregowie – Mubarak oraz jego pomocnik Said. Nie jesteśmy tu pierwszymi Polakami – zewsząd słyszymy “dzika Afryka”, “spoko Maroko”, “dobre, dobre”. Po powtórnych negocjacjach kontraktu zostajemy na pustyni na noc.


Jazda na wielbłądach spełnia nasze oczekiwania. Z wysokich siodeł oglądamy ślady lokalnych istot żyjących (skarabeuszy, myszek, lisków itp.). Podziwiamy malownicze wydmy, a odważne zanużają bose stopy w saharyjskim piasku.

Po tradycyjnym obiedzie (tadżin) pierwsza okazja do suszenia mokrych ręczników i wyprania brudnych rzeczy.

Wieczorem upajanie się majestatycznym zachodem słońca i plastycznymi kolorami Ergu Chebbi.

Do snu kołysze nas rytm afrykańskich bębnów.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS