RSS
 

21.02.2011

24 lut

Wstajemy o wschodzie przy akompaniamencie lekko zwariowanego koguta (piał całą noc).

Modyfikujemy wcześniejsze plany pod wpływem Muhammada – niewielkiego, korpulentnego jegomościa w białym sweterku z niezamykająca się buzią.

Muhammad zabiera nas do wąwozu Todra. Po drodze pijemy herbatę w beduińskim namiocie, mijamy liczne kobiety zasłonietę czarnymi nikabami tak, że widać im tylko oczy oraz inne ubrane w dziwne białe koronkowe szale (przypominające polskie firanki). Dalej oglądamy stada dzikich wielbłądów i kóz, przemykamy po stromych serpentynach, spotykamy izraelską wycieczkę (jeden z panów jest potomkiem polskich Żydow spod Wilna i Łodzi).


Hotel Riad, do którego zostajemy dowiezione, znajduje się w samym środku wąwozu Todra – z jego tarasów rozpościerają się zapierające dech w piersiach widoki, w dole szumi potok, zaś urwiste skały wdzierają się graniami w niebo. To te ostatnie skusiły atrakcyjnością grupę polskich wspinaczy, którzy są tu już od tygodnia.


Po południu udajemy się w głąb wąwozu.

Na kolację tradycyjna „kalia” (mięsko z cebulą i pomidorem, upieczone w tadżinie) z pyszną świeżą sałatką. Pałaszujemy.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS