RSS
 

22.02.2011

24 lut

Poranna propozycja “swapu” – właściciel hotelu zachęca do wymiany naszych ubrań i telefonów na berberskie tradycyjne stroje (nie chcemy oddawać naszych europejskich spodenek!).

Jazda do Tinerhiru z szalonym kierowcą, przy dzwiękach dzikich berberskich okrzyków z kasety.

Półtorej godziny oczekiwania w słońcu na odpowiedni autobus – w międzyczasie kolejna propozycja “swapu” – tym razem bronimy się przed oddaniem szminki i szaliczka, które najwyraźniej przypadły do gustu miejscowej żebraczce.

Podjeżdża “chicken bus” i zostajemy poddane agresywnej indoktrynacji religijnej (nawracanie z taśmy w wykonaniu pseudo-szajchów).

Z obserwacji autobusowych: nikt nie ustepuje miejsca kobietom, chyba, że są z małymi dziećmi; najlepszy sposób na uspokojenie krzyczącego oseska to karmieniego piersią przez 4h bez przerwy; rzecz jasna jedzie tyle osób, ile się zmieści.

W Warzazacie fuksem trafiamy na pomocnego pana – Saida z hotelu La Gazelle. Negocjujemy wynajęcie samochodu na dzień następny, po czym udajemy się na kolację. Lokal oblega kocia wataha, natomiast kelner o urodzie amanta na rachunku zostawia podpis godny gwiazdora filmowego wraz z dedykacją.

Zachwyca nas główny plac Al-Muwahidin, gdzie tętni życie miasta: gromadzą się zakochane pary, rodziny z dziećmi, chłopcy grający w piłkę, młodzieńcy wydobywający rytmiczne dzwięki z afrykańskich bębenków.

Zakupujemy orientalne przyprawy, m.in. specjalność regionu szafran oraz ambrę.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS